Praktyka uważności, czyli o tym jak mały krok zmienia postrzeganie świata

W chwili gdy postanowiłam wyrwać się z życiowego marazmu i ciągłego wracania do przeszłości, zdecydowałam też o zapisaniu się na zajęcia z jogi. I choć nie miałam zbyt dużego wyboru, dziś uważam że trafiłam najlepiej jak mogłam.

Ciężko podejmować taką decyzję, gdy na utrzymaniu ma się dwójkę dzieci, gęstą atmosferę w domu, dręczącą przeszłość i niepewną przyszłość. W moim przypadku jednak ten moment okazał się najlepszy z możliwych. W chwili, w której postanowiłam zrobić coś naprawdę dla siebie, myślałam o tym, że zadbam o ciało i w końcu zacznę regularnie się ruszać. Nie chciałam nic więcej. Kurs zerowy jogi według metody Iyengara pamiętam jak przez mgłę. Zupełnie nowe osoby, próby rozeznania towarzystwa i równie żałosne próby wykonywania asan według instrukcji prowadzącej zajęcia Oli. W zasadzie pierwsze lekcje głównie polegały na machaniu kończynami raz szybciej raz wolniej i powtarzaniu w myśli pięćset razy w ciągu godziny zajęć “ja pierniczę! o co jej chodzi?!” “kurczę, to chyba nie możliwe!” lub “o jesssu jak muszę głupio wyglądać z tym wypiętym tyłkiem!”
Dzięki wsparciu siostry wyszłam do ludzi, robiłam coś dla siebie i wyrywałam się z przygniatających czterech ścian. Gdybym miała wskazać przełomowy moment to była by połowa kursu pierwszego stopnia. Ten niestety przez pandemię zaczęliśmy pod koniec stycznia, a okres od końca kursu zerowego do początku pierwszego był dla mnie bardzo ciężki. To właśnie wtedy najdobitniej czułam nawracającą depresję, a częste kwarantanny dzieci nie pomagały mi w pozbieraniu się. Jednak nawet chwila na macie przypominała mi o tym niezwykłym spokoju, jaki udawało mi się osiągnąć. Bardzo pragnęłam go ćwiczyć, by móc mieć ze sobą ten stan także poza matą.
Ale spokój to nie wszystko.
Wraz z nim czułam, jak niesamowicie wzrastała pewność tego co chcę osiągnąć, kim jestem i do czego dążę. Jak powoli rosło we mnie przekonanie, że nie może już być gorzej, a jedyna droga jaką muszę pokonać to ta w górę. Przekonanie, że niżej już nie upadnę, więc do stracenia mam tylko… życie. Życie spędzone na ciągłym strachu i rozczarowaniu samą sobą. Czasami, żeby zrozumieć tak oczywiste rzeczy, trzeba wylać dużo łez. Przejść samemu jedną z najczarniejszych dróg życiowych, by dostrzegać i rozpoznawać te dobre chwile, które nam się przytrafiają każdego dnia.
Czy poznał byś dobro i piękno gdybyś nie doświadczył zła i brzydoty? Czy gdybyś nie doświadczył nieszczęść, potrafiłbyś tak naprawdę dostrzec i docenić prawdziwe szczęście?
Zaczynając jogowanie, skupiałam się na macie, swoim ciele i swoim wnętrzu. Już po pierwszym roku zauważam zmiany. Jest ich niewiele, ale są znaczące. Przede wszystkim rozumiem już bardzo dobrze stwierdzenie, że joga jest praktyką uważności. Uważność na macie szybko i zupełnie nieświadomie zaczęłam przenosić do codzienności. Mam wrażenie że dostrzegam więcej i na dużo więcej się otwieram. Wewnętrzny spokój coraz częściej u mnie gości, choć kiedyś był towarem deficytowym. Z lekką niepewnością mogę przyznać, że dzięki praktyce jogi wypracowałam upragnioną równowagę i pewność jutra, pewność celów, które chcę osiągnąć. Pozbyłam się niecierpliwości i ciągłego poczucia przegranej. Dostrzegam, że celebrowanie wdzięczności przychodzi mi coraz łatwiej i coraz naturalniej. Widzę coraz więcej prawdy, piękna i mocy w afirmacjach, choć co niektórzy nazywają je “internetowymi hasełkami”.
I choć jeszcze nie czuję się tak silna, jakbym chciała: mam momenty załamania, złości i niechęci, to widzę i czuję jak kiełkuje we mnie moc. Wewnętrzna siła, której szukałam, a nie mogłam znaleźć. Której brak sprawiał, że nie rozumiałam dlaczego inni ją mają a mi jej nie dano.
Musiałam pójść najcięższą drogą, by zrozumieć że sama sobie tej energii odmawiałam. Musiałam poznać najsmutniejsze części swojej osobowości, by nauczyć się dostrzegać piękno i moc otaczających mnie drobnostek. Musiałam widzieć świat w czarnobiałych barwach, by móc zauważyć kolory.
Zaczęło się niepozornie. Pierwszy krok na matę.
Powoli zmienia się wszystko.
Żródło: pixabay.com

 

Dodaj komentarz