Inferno – recenzja książki

Mam dzisiaj przyjemność opowiedzieć Wam coś o najnowszej książce Dan Browna. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu (no, może odrobinę przesadzam z tym „kilkanaście”) wzięłam do ręki Kod Leonarda Da Vinci – często też mogę widzieć na ekranie telewizora filmową wersję tego dzieła. Bardzo wtedy sobie ceniłam autora i jego twórczość, ponieważ tą „cegłę” połknęłam dosłownie w dwa czy nawet trzy wieczory. Przygody Roberta Langdona tak mnie fascynowały, że z niecierpliwością oczekiwałam na kolejne dzieło i śledziłam wybór aktorów do filmu (Tom Hanks idealnie sprawdził się w tej roli). Niestety, wraz z kolejną książką, traciłam nadzieję, na dobrą akcję i angażującą treść. Bałam się, że Dan Brown okaże się autorem jednego dzieła, a każde kolejne będzie wydawane i promowane wyłącznie jego nazwiskiem, a treści będzie.. brak.

Kolejna książka po Kodzie Leonarda była fiaskiem. Czytałam ponad miesiąc, męcząc się przy tym strasznie, dlatego z drżeniem ręki sięgnęłam po Inferno. Zastanawiałam się, czy te pieniądze nie będą wyrzucone w błoto. Dlatego może teraz trochę o samej treści..

Po raz kolejny spotykamy się z Robertem Langdonem – tym razem akcja zaczyna się w szpitalu. Budzi się on, nie wiedząc co tutaj robi, dlatego, ani skąd w jego kieszeniach znajdują się kolejne tajemnicze przedmioty.  Nie ma zbyt wiele czasu na myślenie czy regenerację, bo znowu zbiry czyhają na jego cenne życie! Akcja dzieje się w pięknej Florencji – pościgi, rozwiązywanie zagadek i podążanie wskazówkami, by znowu zatracić się w historyczne dzieła – tym razem DANTE jest motywem przewodnim.

Książce jeszcze brakuje do Kody Da Vinci, jednak było nieco więcej akcji niż w poprzednich dziełach. Plus Wenecja, którą tak bardzo kocham! Czego tutaj chcieć więcej? Polecam na mroźne wieczory.

Pozdrawiam,

Paula