Pieśń Lodu i Ognia – Part 1

Witajcie!
Wiem, że częstotliwość moich wpisów w ostatnim czasie pozostawia wiele do życzenia, ale na swoje usprawiedliwienie powiem tylko tyle, że mimo iż są wakacje, to ja niestety nie jestem już ani uczennicą, ani studentką, dlatego nie jest to dla mnie do końca okres wypoczynku… Cały czas znajduję jednak kilka chwil dziennie na czytanie i dzięki temu skończyłam już jakiś czas temu książkę, o której ostatnio pisałam. Oczywiście, jak większość z Was bardzo dobrze się domyśliło była to „Gra o Tron” George’a R. R. Martina.
Co mogę o tej książce powiedzieć? Jedno: FANTASTYCZNA! I to w każdym tego słowa znaczeniu, zarówno gatunkowym jak też moich indywidualnych odczuć. Co mnie tak wciągnęło? Tutaj trudno odpowiedzieć jednym zdaniem, ale na pewno spodobał mi się wątek intrygowy, ponieważ cenię go nie tylko w literaturze, ale również w filmach. Poza tym czytając miałam wrażenie, że wszystko w te książce zostało dokładnie przemyślane i dopracowane w niezwykle precyzyjny sposób. Każdy bohater ma swoją własną historię, która jest ważną częścią składową całej opowieści i wydaje się, że brak którejkolwiek postaci zaburzyłby globalny odbiór powieści. Próba stworzenia takiej fabuły to naprawdę nie lada wyzwanie, a Martin poradził sobie z tym wręcz znakomicie!
Oczywiście rozmiary książki mogą na początku trochę przerażać, a kiedy uświadomimy sobie, że „Gra o tron” jest tylko pierwszą częścią długiej serii – możemy poczuć się nieco przytłoczeni. Gwarantuję Wam jednak, że tę książkę czyta się niezwykle szybko, a kończąc jeden tom z niecierpliwością będziecie czekać na następny. Mówiąc krótko – dzieło wybitne, a w moich ustach jest to tym większy komplement, że fantastyka do tej pory nie była mi zbyt bliska.
Na koniec jeszcze małe uściślenie. Tytuł tego wpisu to „Pieśń Lodu i Ognia – Part 1″. Dlaczego taki? Ponieważ „Pieśń Lodu i Ognia” to tytuł całej serii, o której wspominałam powyżej, a „Gra o tron” to jej pierwsza część. Piszę o tym w kontekście bijącego rekordy popularności serialu, który dla uproszczenia nazwany został właśnie tytułem pierwszej książki, niestety nie wszyscy o tym pamiętają – a naprawdę warto. Dlatego też zachęcam Was do czytania i … Valar morhulis – if you know what I mean ;)

Aha jeszcze jedno! Otóż w Polsce „Pieśń Lodu i Ognia” wydawana jest w dwóch okładkach. Pierwszą na własne potrzeby nazwałam „zwykłą”, druga natomiast ma charakter filmowy, a kolejne tomy pojawiają się wraz z następnymi seriami serialu. Ja postanowiłam sobie, że będę miała w swoim domu wszystkie książki z okładką serialową – mam nadzieję, że mi się to uda :) Powód jest prosty – to wydanie podoba mi się po prostu bardziej. Na zdjęciu poniżej widać różnicę – pierwsza okładka należy do serii filmowej, a kolejne do „zwykłej”

Krótko i na temat

Dziś ćwiczymy krótkie formy wypowiedzi ;)

Te kilka zdań poświęcę wytłumaczeniu się, dlaczego od pewnego czasu nie napisałam ani słowa… Otóż odpowiedź jest prosta – czytam! Ale co to za książka? Tego jeszcze Wam nie zdradzę. Powiem, a właściwie napiszę, tylko, że to coś naprawdę długiego i wciągającego, a dodatkowo coś, do czego długo nie mogłam się przekonać. Historia trochę podobna do tej z „Wichrowymi wzgórzami” (patrz poprzedni wpis), ale nie do końca taka sama, bo gatunek bardzo się różni.

Tak czy siak, na razie potrzymam Was w niepewności, ale zaręczam, że następny wpis będzie o wiele dłuższy, bo lektura jest naprawdę sążnista i można opowiadać o niej godzinami. Może wyjdzie z tego nawet coś na kształt cyklu tekstów? Zobaczymy :)

W ramach małej podpowiedzi umieszczam fragment muzyczny, który dla wielu osób będzie wystarczającym wyjaśnieniem ;)

Pozdrawiam,
Paula